Fobia społeczna i PROŚBA
Witam.
Nie drażni was czasem życie? Mnie irytuje niemiłosiernie. Jak zwykle nie mam pomysłu o czym pisać. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to napisanie czyjejś historii. Poznaje w swoim życiu sporo osób. Są specyficzni. Im więcej poznaję tym gorzej ich znam, tym bardziej mnie nudzą, częściej przed nimi uciekam. Chyba doszłam już do fobii społecznej. Nikomu jej nie życzę. Kiedyś w ogóle tego nie rozumiałam. Tutaj chcę jeszcze zwrócić uwagę na jedną bardzo ważną kwestię. Ludzie często mylą to zaburzenie z nieśmiałością lub po prostu tym, że dana osoba jest wycofana. To rzeczy, które bardziej dotyczą osobowości danego człowieka. Nie powinniśmy natomiast traktować tego, jako ''odchylenie".
Sama nazwa wskazuje, iż chodzi tutaj o lęk. Nie zamierzam pisać wykładu na ten temat. Mówić podręcznikowo o wszystkich objawach. Mogę jedynie napisać o sobie. Radzę sobie z rozmawianiem z pojedynczymi osobami. To akurat sprawia mi wręcz przyjemność. Pod warunkiem, że znam tę osobę dłużej. Problem zaczyna się w sytuacji, gdy muszę rozmawiać z kimś, kogo nie znam albo w grupie. Opiszę pewien przykład. Musiałam porozmawiać z profesorem po zajęciach na temat pewnej pracy. Już na samą myśl zaczęły mi drżeć dłonie. Ale cóż, nikt za mnie tego nie zrobi. Kiedy przyszła pora podejścia, myślałam, że zejdę tam na zawał. Nagle przyśpieszyło mi bicie serca, dłonie zaczęły wręcz latać, zaczęłam mieć trudności z oddychaniem. Myślałam, że zaraz się tam popłaczę. Nie wspomnę już nawet o moim głosie. I pomyśleć, że chodziło o chwilę rozmowy. Niby nic wielkiego...
Chcę również powiedzieć, że przyczyny tego zaburzenia mogą być doprawdy różne. Wszystko zależy od konkretnego przypadku tak naprawdę. Ja swoje przemilczę.
Fobia społeczna to nie tylko trudności w rozmowie z innymi. To przekłada się na wiele innych rzeczy. Przykładowo lęk przed wyjściem z domu/mieszkania. Zwykłe rzeczy nagle wydają się takie trudne. Inna głupia sprawa. Lęk przed umówieniem sobie wizyty do lekarza. Lęk przed rozmową w recepcji, lęk przed załatwieniem czegokolwiek gdziekolwiek. Lęk przed jakimikolwiek kontaktami międzyludzkimi. Fobia społeczna naprawdę utrudnia życie. To poczucie ciągłego zagrożenia. Niesamowite jak tacy ludzie zniekształcają sobie rzeczywistość. Ja również.
Ja na szczęście próbuję z tym walczyć. Nie zawsze mi to oczywiście wychodzi. Czasem to jest po prostu silniejsze ode mnie. I nikt nie ma prawa mieć o to do mnie pretensji czy żalu. Wszyscy mamy prawo do tego, że czasem jesteśmy słabi. Nie oczekuję od nikogo współczucia, litości ani niczego w tym stylu. Mam w życiu farta, ponieważ moi najbliżsi znajomi (ja można się domyślić - nie ma ich zbyt wielu) wiedzą o tym. Jestem wdzięczna za ich wyrozumiałość w tej kwestii. Wydaje mi się, że właśnie tego potrzebują najbardziej takie osoby. Zwykłej wyrozumiałości i cierpliwości. Jeśli znacie kogoś z tym zaburzeniem to starajcie się mu delikatnie pomóc. To nie musi być coś wielkiego. Wystarczy od czasu do czasu wyciągnąć kogoś na zwykłą kawę do jakiejś knajpy, może na spacer. Nie zniechęcajcie się też zbyt szybko. Na wszystko przyjdzie czas i pora. Dobrze jest też zachęcić taką osobę do udania się do specjalisty (uwielbiam to określenie). Mam tutaj na myśli oczywiście terapeutę. Nikt nie powinien zostawać sam.
To chyba tyle na dzisiaj. Skończyła mi się wena. Ale poczułam się też lepiej. Ten post, choć doprawdy krótki, miał na celu uświadomienie, jak to wygląda wszystko w praktyce. Choć to też kiepskie określenie. Napisałam tylko o pewnych sytuacjach/utrudnieniach. Ale tak naprawdę to tylko ułamek mojej dziwnej rzeczywistości. I nie tylko mojej. Jeśli ktoś chce może napisać też swoją historię. Lub tak jak ja - tylko jej część. Mam tu na myśli wszelakie problemy. Jestem tutaj nie tylko, aby pisać lecz także, aby słuchać oraz poznawać. Wierzę w wewnętrzne piękno, które posiada każdy. Chciałabym też zrobić post, w którym byłyby tylko wasze historie. To byłoby niesamowite. W końcu to śmietnik myśli. Kto powiedział, że tylko moich?
I znowu mam dylemat, bo właśnie doszedł do mnie lęk związany z opublikowaniem tego. Czasem mnie bawi, jak to koło się zatacza.
Zapraszam też w to miejsce smietnik.mysli.instagram
Nie drażni was czasem życie? Mnie irytuje niemiłosiernie. Jak zwykle nie mam pomysłu o czym pisać. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to napisanie czyjejś historii. Poznaje w swoim życiu sporo osób. Są specyficzni. Im więcej poznaję tym gorzej ich znam, tym bardziej mnie nudzą, częściej przed nimi uciekam. Chyba doszłam już do fobii społecznej. Nikomu jej nie życzę. Kiedyś w ogóle tego nie rozumiałam. Tutaj chcę jeszcze zwrócić uwagę na jedną bardzo ważną kwestię. Ludzie często mylą to zaburzenie z nieśmiałością lub po prostu tym, że dana osoba jest wycofana. To rzeczy, które bardziej dotyczą osobowości danego człowieka. Nie powinniśmy natomiast traktować tego, jako ''odchylenie".
Sama nazwa wskazuje, iż chodzi tutaj o lęk. Nie zamierzam pisać wykładu na ten temat. Mówić podręcznikowo o wszystkich objawach. Mogę jedynie napisać o sobie. Radzę sobie z rozmawianiem z pojedynczymi osobami. To akurat sprawia mi wręcz przyjemność. Pod warunkiem, że znam tę osobę dłużej. Problem zaczyna się w sytuacji, gdy muszę rozmawiać z kimś, kogo nie znam albo w grupie. Opiszę pewien przykład. Musiałam porozmawiać z profesorem po zajęciach na temat pewnej pracy. Już na samą myśl zaczęły mi drżeć dłonie. Ale cóż, nikt za mnie tego nie zrobi. Kiedy przyszła pora podejścia, myślałam, że zejdę tam na zawał. Nagle przyśpieszyło mi bicie serca, dłonie zaczęły wręcz latać, zaczęłam mieć trudności z oddychaniem. Myślałam, że zaraz się tam popłaczę. Nie wspomnę już nawet o moim głosie. I pomyśleć, że chodziło o chwilę rozmowy. Niby nic wielkiego...
Chcę również powiedzieć, że przyczyny tego zaburzenia mogą być doprawdy różne. Wszystko zależy od konkretnego przypadku tak naprawdę. Ja swoje przemilczę.
Fobia społeczna to nie tylko trudności w rozmowie z innymi. To przekłada się na wiele innych rzeczy. Przykładowo lęk przed wyjściem z domu/mieszkania. Zwykłe rzeczy nagle wydają się takie trudne. Inna głupia sprawa. Lęk przed umówieniem sobie wizyty do lekarza. Lęk przed rozmową w recepcji, lęk przed załatwieniem czegokolwiek gdziekolwiek. Lęk przed jakimikolwiek kontaktami międzyludzkimi. Fobia społeczna naprawdę utrudnia życie. To poczucie ciągłego zagrożenia. Niesamowite jak tacy ludzie zniekształcają sobie rzeczywistość. Ja również.
Ja na szczęście próbuję z tym walczyć. Nie zawsze mi to oczywiście wychodzi. Czasem to jest po prostu silniejsze ode mnie. I nikt nie ma prawa mieć o to do mnie pretensji czy żalu. Wszyscy mamy prawo do tego, że czasem jesteśmy słabi. Nie oczekuję od nikogo współczucia, litości ani niczego w tym stylu. Mam w życiu farta, ponieważ moi najbliżsi znajomi (ja można się domyślić - nie ma ich zbyt wielu) wiedzą o tym. Jestem wdzięczna za ich wyrozumiałość w tej kwestii. Wydaje mi się, że właśnie tego potrzebują najbardziej takie osoby. Zwykłej wyrozumiałości i cierpliwości. Jeśli znacie kogoś z tym zaburzeniem to starajcie się mu delikatnie pomóc. To nie musi być coś wielkiego. Wystarczy od czasu do czasu wyciągnąć kogoś na zwykłą kawę do jakiejś knajpy, może na spacer. Nie zniechęcajcie się też zbyt szybko. Na wszystko przyjdzie czas i pora. Dobrze jest też zachęcić taką osobę do udania się do specjalisty (uwielbiam to określenie). Mam tutaj na myśli oczywiście terapeutę. Nikt nie powinien zostawać sam.
To chyba tyle na dzisiaj. Skończyła mi się wena. Ale poczułam się też lepiej. Ten post, choć doprawdy krótki, miał na celu uświadomienie, jak to wygląda wszystko w praktyce. Choć to też kiepskie określenie. Napisałam tylko o pewnych sytuacjach/utrudnieniach. Ale tak naprawdę to tylko ułamek mojej dziwnej rzeczywistości. I nie tylko mojej. Jeśli ktoś chce może napisać też swoją historię. Lub tak jak ja - tylko jej część. Mam tu na myśli wszelakie problemy. Jestem tutaj nie tylko, aby pisać lecz także, aby słuchać oraz poznawać. Wierzę w wewnętrzne piękno, które posiada każdy. Chciałabym też zrobić post, w którym byłyby tylko wasze historie. To byłoby niesamowite. W końcu to śmietnik myśli. Kto powiedział, że tylko moich?
I znowu mam dylemat, bo właśnie doszedł do mnie lęk związany z opublikowaniem tego. Czasem mnie bawi, jak to koło się zatacza.
Zapraszam też w to miejsce smietnik.mysli.instagram
Komentarze
Prześlij komentarz